Na przestrzeni wieków powstała niezliczona ilość świątyń. Te najbardziej przez nas znane to tzw. kościoły, czy nieco rzadsze na tych terenach cerkwie. Ogromne nakłady pracy i finansów nie zniechęcały budowniczych.
Przecież nie chodziło tylko o wzniesienie sobie pomnika. Chodziło o coś znacznie więcej. Element duchowy odgrywał tu zasadnicze znaczenie. Świątynie wznoszone były dla Boga – dla sprawowania w nich kultu. A skoro taki był motyw, to do tworzenia ich dochodził jeszcze element nadprzyrodzony.
Wznoszono i zdobiono je jeszcze piękniej, wkładając w to więcej serca, niż gdyby to był tylko jakiś dwór nawet wielkiego władcy. Owszem – ci także pokazywali na co ich stać, ale ich budowle świadczyły o ich bogactwie i dostojeństwie, w przypadku świątyń zaś – Boga, a ten jako władca świata, ziemi i samego człowieka zasługiwał na najpiękniejsze wykonanie. Wykonawcy i inwestorzy liczyli, że swym dziełem staną się może bardziej godni bożego wejrzenia. A potem rzesze podziwiały piękno tych świątyń, które jednakże bardziej kojarzyły im się z wielkościa samego Boga, niż projektantów i wykonawców.
Ileż kościołów zdobi Europę… Niektóre z nich są perełkami archotektonicznymi na światową skalę. Gdy pójdziemy do biura podróży i przejrzymy oferty wycieczek, to chyba w rzadko której z nich nie znajdzie sie zwiedzanie jakiejś świątyni. Bo czy można wyobrazić sobie np. wycieczkę do Paryża, która pomija w swym programie zwiedzenie katedry Notre Dame, czy Sacre Couer? Nie spominając już o Rzymie! Ale nawet taki polski Kraków – nie sposób ominąć kościoła Mariackiego, którego sława głównie bierze się od zawartego w nim unikatowego ołtarza.
To już takie bardzo mocne przykłady, w których wszystko jest zapięte na “ostatni guzik”, jak to się zwykło mówić. Ale przecież potrafi również zachwycić kościółek w jakiejś małem miecowości, zwykły drewniany, zdobiony przez prostych niewykształconych artystów. I gdyby oceniał te wykonania jakiś super znwca sztuki, to może nawet określiłby to wszystko mianem kiczu. Ale ludzie chętnie tam wchodzą wracając z pracy, by się pomodlić i mówią, że tam jest jakiś taki niepojęty klimat. Tak dobrze się tam czują.
I tu chyba dochodzimy do tego, co w świątyni jest najważniejsze. Jest ona przepełniona Bożą obecnością.
To trudne do wytłumaczenia, tym bardziej, że to “coś” jest odczuwalne nawet przez ludzi, którzy deklarują się jako niewierzący.
Tylko jest też coś smutnego. Dzisiejszy człowiek w swym zagonieniu i zagubieniu często sam już nie wie, co jest w życiu ważne, a co stanowi tylko dodatek. Wiara staje się płytka, proces laicyzacji postępuje zatacza szerokie kręgi wśród młodziży, która coraz częściej nastawiona jest na hedonistyczne przyjmowanie życia. I te piękne kościoły stają się w dużej mierze muzeami. Mało kto się tam modli, aby je zobaczyć, coraz częściej trzeba zapłacić za tzw. bilet wstępu.
Konfesjonały zamieniły się na schowki, w których przechowuje się narzedzia do sprzątania… Przykre to… Na szczeście w Polsce wyśmiewanej często za swe zacofanie religijne, mimo i tak szybkiego “postępu” i wycofywania się z “zacofania związanego z wiarą” (tak się czasem to nazywa), jeszcze nie jest tak źle. Najbardziej widoczne jest to w niektórych krajach Zachodu.
No cóż… Nie tak dawno, właściwie jeszcze do dziś, europejscy misjonarze nieśli zarzewie wiary do Afryki. I Afryka zapala się wiarą. Jeszcze trochę i misjonarze z Afryki przyjdą nawracać neopogańskich Europejczyków.