Moje wędrowanie…

Każdy może tu w kulturalnych słowach napisać coś o sobie..

Otwarte granice… luty 5, 2008

Zaszufladkowany do: Rafael — rafallk @ 11:24
Właśnie dziś miałem się okazję o tym przekonać…

Ale po kolei. Mamy ferie. Trochę więcej wolnego czasu. Postanowiliśmy z żoną wykorzystać ten czas. Wyjechaliśmy do mojej mamy w poprzednią niedzielę… Mieliśmy być do piątku. Ale jako, że żyć beze mnie w pracy nie mogą, już w poniedziałek rano był telefon, że środy beze mnie nie przeżyją. Ponieważ tak się sprawy miały, że nawet opłacalne wydawało mi się wrócić na tę środę i dalej dołączyć do rodzinki, więc tak zrobiłem. Pojechałem do domu we wtorek, by w środę od rana być dyspozycyjny. Jakoś w środę okazało się, że tak właściewie, to w piątek też jestem potrzebny i to nie o 17, jak to miało być początkowo, lecz o 7 rano. Piątkowy powrót więc nie wchodził w grę. Albo wracać w czwartek, albo może ja tu zostanę do niedzieli (bo w sobotę  i niedzielę, też nie mogą żyć beze mnie).
No więc dzwonię do żony – mówię, jak jest – nie była zby zadowolona, ale mówi, że rzeczywiście nie ma sensu wracać. To oni tam z dziećmi poczekają, a ja obsłużę wszystko, co potrzeba i przyjadę w niedzielę w nocy. I co? byłoby to zbyt proste. Oczywiście we wtorek też mnie potrzebowali, i w środę.. Więc wersja obecna jest, że jadę w środę wieczorem, w piątek u mamy i na piątek wieczór musze tu być…

Oby się tylko nie okazało, że czwartek też odpada… Bo normalnie zapomnę, jak wygląda rodzina… A dzieci, jak mnie zobaczą, powiedzą: mamo – jakiś pan do Ciebie!

No i pracy nawet nie mam tak wiele. Mogę dużo trenować fotografię… Ale ileż można… Postanowiłem dziś zaszaleć… Postanowiliśmy z kolego jechać do Niemiec porobić jakieś zdjęcia. W końcu granic nie ma. I pojechaliśmy, ale… kolega nie wziął żanych dokumentów. A tuż za granicą HALT – policja niemiecka. Kontrola. Ja wszystko miałem w porządku. Ale kolega nie miał żadnych dokumentów i tu już był problem. Dobrze, że go nie deportowali.. <hahaha> Gadali coś po niemiecku. Ja niw ząb. Zrozumiałem tylko kilka słów. Wynikało z nich, że mamy wracać. I jeszcze mandaten i euro. Była jakaś końcówka 5, ale nie wiem, ile na początku. Na dobrą sprawę, to nawet nie wiem, czy dostał ten mandat, czy to była tylko informacja. Poczekamy, zobaczymy… To nam się udały plenery.
Mówcie, co chcecie… Fotografia nie jest wcale taka tania. :)