Nie jest tajemnicą, że zajmuję się muzyką. I właśnie w związku z tym poproszono mnie, abym pomógł akompaniować na szkolnych jasełkach wystawianych dziś dla rodziców dzieci biorących w nich udział.
Miało się to rozpocząć o godzinie 11. Wczoraj całkiem o tym zapomniałem i nie zabrałem z kościoła, gdzie miałem próbę z zespołem mojego instrumentu. Jako że sam nie mam swojego klucza, dziś miałem sporo załatwiania, aby uzyskać dostęp do kościoła i wszystko to się przeciągnęło bardziej w czasie, niż myślałem. Miałem jeszcze na te jasełka zabrać mojego najstarszego synka – Dawidka, ale zaczęli do mnie wydzwianiać, że już czas, że wszyscy czekają i w końcu się to nie udało. Gdy przyjechałem pod szkołę, gdzie właśnie miała być przedstawiana inscenizacja, okazało się, że drzwi są zamknięte i musiałem szukać jakiegoś innego wejścia. Gdy wchodziłem do szkoły, właśnie na wierzy kościoła wybiła 11. Wchodzę do sali, a tam właśnie zaczyna się przedstawienie. Szybko podłaczyłem instrument, a wtedy Pani katechetka “zapuściła focha” i zaczynała piosenki sama. A ja stałem jak ten palant. W końcu udało mi się zagrać chyba z 2 kawałki.Na koniec były podziękowania, którymi objęto wszystkich – chyba łacznie z Herodem i najmniejszym pastuszkiem. Mnie pominięto. Zawsze takie dziękowanie bardzo mnie onieśmiela i jeśli coś robię, wolę, aby nawet mnie pominięto, niż wywyższano, tym bardziej, że tym razem zbytnio się nie napracowałem. Ale ktoś z widowni na głos podpowiedział, że jeszcze należy podziękować, co osoba przy głosie zupełnie zignorowała i pominęła milczeniem. Głupio to jakoś wyglądało. Okropnie.. Gdy tylko się to skończyło, zabrałem kable instrumnent i zmyłem się z tamtąd jako pierwszy z poczuciem ogromnego niesmaku..Właściwie sam nie wiem, po co to wszystko opisałem… Przydałyby sie jeszcze na koniec jakieś wnioski, ale jakoś brak mi sił na ich sformułowanie. Wię cpozostanie chyba tak, jak jest.
Czuje się jakiś osłabiony. Chyba choroba zaczyna mnie rozkładać. Mam suchy kaszel, osłabienie mięśni, ból głowy i ogólnie zryty nastrój.
Po co to piszę? Czy mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i użali się nade mną? Wcale nie o to chodzi. Zdaje sobie sprawę, że najprawdopodobniej nikt tu nie trafi. Piszę to ot tak, by to jakoś spróbować sformułować i przez to choć trochę sobie ulżyć. Pomogło? Sam nie wiem.. Chyba tak.. Trochę.
eR.









